Po dziewiętnastu postach prezentujących albumy studyjne, stwierdziłem że z okazji okrągłej dwudziestki czas na mały zwrot akcji. Dlatego zajmiemy się albumem koncertowym, a następnie pierwszy raz omówimy sobie winyl. Trochę nie mogę się już doczekać, tym bardziej że z tym konkretnym winylem, o którym wspomnę wiążę się naprawdę fajna i ciekawa historia. Anyway…

Jakiś czas temu, bodajże w listopadzie 2020 roku na rynku ukazała się reedycja bardzo udanej, koncertowej płyty legendarnego Maanamu. Z okazji powrotu, w latach 90., na scenę w oryginalnym składzie, zespół zrealizował dwa nagrania – jeden w klubie Remont w Warszawie, a drugi w Chicago. Skuszony niską ceną sięgnąłem sobie w Empiku po pierwszą z wymienionych i Jezu, jak ja tego nie żałuję. Maanam nagrał oba koncerty będąc naprawdę w znakomitej formie. A warto przecież przypomnieć że końcówka lat 80. była okresem gdzie zespół był niemożliwe wyeksploatowany i zawiesił działalność. Jednak mam wrażenie że powrót legendarnego składu tchnęło w grupę nowe życie. Słychać to mocno. Utwory grane są z fantastyczną energią, dynamicznie, wręcz w galopującym tempie. Błyszczy także oczywiście Kora, jej fantastyczna dykcja oraz mocny wokal – zdecydowanie jest tutaj w życiowej formie.

Co uwielbiam jeszcze w tym koncercie? Zdecydowanie interakcja z publicznością, a także fakt jak wyraźnie zaznaczono jej udział w tym nagraniu. Nie ma żadnego irytującego wyciszania czy cięć. A jak duże ma to znaczenie najlepiej chyba słychać w recytowanym w pewnym momencie przez Korę “Kreonie”.

No to co, krążek zaczynamy pięknym „Ta noc do innych jest niepodobna”, a potem przechodzimy w galop i mamy mój ukochany kwartet utworów na tej płycie. Sporo jest tutaj także utworów z “Derwisza” i uważam że bardzo dobrze, bo tylko podkreślają jak udany jest to też album. Końcówka to znów największe przeboje i oczywiście jako zwieńczenie nieśmiertelne “Boskie Buenos” – perła.

Grazie Mille.

© 2023 Wszystkie prawa zastrzeżone